środa, 24 czerwca 2015

Ateny 17-20 czerwca 2015, cześć II

Następnego dnia, w piątek obudziłyśmy się również około 7. Było dość chłodno i pochmurno, ale postanowiłyśmy dzielnie wyruszyć na plażę. Zgodnie z prognozą pogody słonecznie miało się zrobić około południa i na szczęście tym razem prognoza się sprawdziła. Po śniadaniu wsiadłyśmy do metra na placu Omoni i czerwoną linią dojechałyśmy do końca do stacji Ellinikou. Planowałyśmy dojechać do Glyfady, ale gdy wsiadłyśmy do autobusu okazało się, że nie mamy pojęcia gdzie mamy wysiąść. Obserwując ludzi, założyłyśmy, że wysiądziemy tam, gdzie plażowo ubrani turyści. Ten plan jednak nie wypalił, bo ludzie wysiadali pojedynczo, a my nadal nie byłyśmy pewne czy to tu. W ten sposób dojechałyśmy do jeziora Vouliagmeni. Jest  to całoroczne spa, ze względu na stałą temperaturę wody 24st C i czystą, mineralną wodę. Dodatkową atrakcją są rybki żywiące się naskórkiem, używane w salonach kosmetycznych. Jezioro z trzech stron jest otoczone skałami. Wstęp kosztuje 9 euro, dla studentów 6 euro. Do dyspozycji są leżaki, parasole, restauracja i kawiarnia. 










Po odpoczynku nad jeziorkiem udało nam się w końcu dojechać do Glyfady. Przy porcie dla kutrów rybackich znalazłyśmy miejsce gdzie można zjeść świeżą rybę. Miałyśmy problem z greckim menu. ale kolejny starszy kelner pomógł nam wybrać obiad. Poprosił siedzących obok greków, aby dali nam spróbować po rybce z ich stolika. Dodatkowo grecy poczuli się zobligowani poczęstować nas również tamtejszą wódką, ouzo. Za obiad zapłaciłyśmy ok 10 euro od osoby, a byłyśmy zdrowo najedzone na cały dzień. Z tawerny udałyśmy się na plaże, gdzie przez dwie godziny odsypiałyśmy nocne spacery. Potem trafiłyśmy do pięknego  Mansion cafe baru z basenem i cudownym widokiem na morze. Skusiłyśmy się na lemoniadę i mrożoną kawę.











Po orzeźwiających napojach, wróciłyśmy na plażę.





Wieczór spędziliśmy z grekiem, Panagiwthsem, rozmawiając i pijąc wino oraz lokalne trunki w barze Gkazoxwri w imprezowej dzielnicy Gkazi. Bardzo smakował nam zaskakująco ciepły trunek: rakomelo, czyli podawany na gorąco alkohol z miodem. Kolejny raz wróciłyśmy do pokoju o 3 nad ranem, bardzo zmęczone, ale szczęśliwe, że mogłyśmy choć trochę poznać kultury greków. 



Następny poranek był dość ciężki, jednak i tak udało nam się obudzić około 8 rano. To był nasz ostatni dzień w Atenach, o 17:10 miałyśmy wylot do Warszawy więc miałyśmy czas do 14:00 żeby jeszcze coś pozwiedzać. W planach miałyśmy wzgórze Lykavittos, jednak nasz stan fizyczny nie pozwolił nam na wspinaczkę w pełnym słońcu. Zdecydowałyśmy się więc pojechać do portu. Z plaxu Omonia pojechałyśmy tym razem zieloną linią metra aż do ostatniej stacji, do portu Pireus. Z tego miejsca wypływają statki do większości greckich wysp. 





Spędziłyśmy trochę czasu szukając drogi do starego portu, Mikrolimano. Pytałyśmy kilku osób jednak dopiero w wypożyczalni samochodów uzyskałyśmy informację. Wróciłyśmy do metra i przejechałyśmy jedną stację do stacji Neo Faliro. Po wyjściu z metra, szłyśmy w stronę morza około dziesięciu minut doszłyśmy dzielnicy Kastella, gdzie znajduje się Mikrolimano. 




























Spacerem z portu na plażę zakończyłyśmy zwiedzanie i autobusem dotarłyśmy do metra Pireus, a następnie do mieszkania po bagaże. Niestety niezbyt dobrze obliczyłyśmy czas na dotarcie na lotnisko i w ostatniej chwili udało nam się przejść odprawę. Dzięki szczęśliwemu powrotowi pozostały nam same wspaniałe wspomnienia i niezapomniane widoki w pamięci. Nie udało nam się wszystkiego zwiedzić więc mam nadzieję, że wrócimy tam ponownie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz