środa, 8 lipca 2015

Mazury 2015

Już drugi raz w ciągu miesiąca mieliśmy okazję spędzić weekend na Mazurach. W pierwszy weekend czerwca, 5 czerwca po pracy pojechaliśmy na camping w Nowych Gutach, pole u Faryja. Rozbiliśmy się nad jeziorem Śniardwy, na samej plaży. Za jedną noc płaciliśmy 10 zł od osoby, 10 od samochodu i 10 od namiotu, czyli w sumie 40 zł. Przyjechaliśmy ok 20 więc udało nam się załapać na piękny zachód słońca na plaży. 


Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy pojechać do oddalonych o ok 30 km Mikołajek na kolację. Przeszliśmy całą wioskę żeglarską i wybraliśmy jedną z ostatnich tawern Promenada. Trafiliśmy w dziesiątkę, bo dostaliśmy pyszną rybę i w dobrej cenie. Dodatkowym atutem tego miejsca był występ wokalny okolicznego barda, który zachwycał śpiewając głównie szanty. Szczególnie w pamięci zapadła nam ta piosenka. Muzyka, piękny widok, świece i ukochany mężczyzna to chyba musi być idealny zestaw na niezapomniany wieczór. 



W Mikołajkach byliśmy do późnej nocy. Zaopatrzyliśmy się w kilka piw i po powrocie na camping siedzieliśmy jeszcze do 3 nad ranem na molo. Rano obudził nas żar nagrzanego namiotu, a była dopiero 7 rano. Tego dnia mieliśmy w planach wycieczkę rowerową, która udała się nam dużo lepiej niż planowaliśmy. 







    To miejsce zapiera dech w piersi.
















Jednym z naszych ostatnich przystanków była plaża w Orzyszu.



Nasza wyprawa rowerowa trwała ok 7 godzin i wróciliśmy ledwo żywi. Z nieba lał się żar więc postanowiliśmy nacieszyć się klimatyzacją w samochodzie i pojechaliśmy do Ełku. A potem do Augustowa. Z Augustowa do Wigier i tam rozbiliśmy się na kolejną noc na campingu U HALINY pod samym klasztorem Kamedułów. Była sobota, 6 czerwca  więc obowiązkowo musieliśmy obejrzeć finał Ligi Mistrzów. Pojechaliśmy do Suwałk i tam udało nam się znaleźć fantastyczny bar z przepysznym jedzeniem TO TU TO TU

Następnego dnia wracając zajechaliśmy do Białegostoku. Nie spodziewaliśmy się niczego szczególnego jednak zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni pięknym rynkiem.





Wracając do początku postu, w ostatni weekend również rozbiliśmy się u Faryja nad Śniardwy, jednak nasz przyjazd na mazury nie był w celu turystycznym, Dostaliśmy wejściówki na Rajd Polski i ciekawi nowych wrażeń przyjechaliśmy do Mikołajek w sobotę czyli już praktycznie na koniec imprezy, która trwała od czwartku do niedzieli. 





                                  

Po rajdzie przeszliśmy do hangarów, gdzie mogliśmy oglądać niesamowitą pracę mechaników. 







Po skończonym rajdzie udaliśmy się do Mikołajek, a tam na tańce do wioski żeglarskiej i oczywiście na rybkę. Około 3 nad ranem wróciliśmy na camping. W niedzielę rano pojechaliśmy na kolejny rajd, tym razem do Baranowa. Szukając dobrego punktu obserwacyjnego przedzieraliśmy się przez różnego rodzaju knieje i otoczona barszczem Sosnowskiego wpadłam w lekką panikę. Na szczęście widok i dźwięk pędzących samochodów nieco mnie uspokoił i ponownie cieszyłam się czasem spędzonym na Mazurach.



Na zakończenie dnia pojechaliśmy do Mrągowa na obiad i przez przypadek trafiliśmy do restauracji w hotelu Gościniec Molo , gdzie podano nam przepyszny obiad. Zupa-krem ze szparagów z migdałami, placek po mazursku i grilowana pierś z kurczaka z bekonem i masłem czosnkowym. 



Wszystko rozpływało się w ustach i dało nam masę energii na powrotną podróż do domu, z małą przerwą na słynne lody w Jadowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz